Giancarlo Erra: "To bardzo miłe mieć stronę internetową po polsku... Polska zawsze była jednym z naszych najbardziej ulubionych krajów, z największym wsparciem publiczności... Mam nadzieję, że polscy fani tu dołączą i wniosą swój wkład.."

5.9.11

The Northern Religion of Things - relacja

W gruncie rzeczy można stwierdzić, że pomysł na nagranie czwartego odrębnego, studyjnego albumu grupy Nosound zrodził się przypadkowo, a już na pewno w bardziej specyficznych okolicznościach niż pozostałe wydania. Nagranie The Northern Religion of Things, czyli znanych już fanom utworów z poprzednich albumów było efektem występu Giancarla Erry w małym londyńskim klubie jakiś rok po jego przeprowadzce z Italii do Norwich. A konkretniej, efektem przygotowań do tego solowego występu. Album nie jest rejestrem koncertu - jest nagraniem z przygotowań do koncertu w domowym studiu autora i nagranym "na żywo". Giancarlo polubił pomysł koncertu na własną rękę oraz wyzwanie polegające na stworzeniu nowych aranżacji, które wymagały od niego zarówno śpiewania, szerokiej kontroli nagrania, gry na klawiszach oraz gitarze akustycznej. To wszystko bez perkusji i jakichkolwiek ścieżek dźwiękowych. Jak się okazało, efekty prac stały się na tyle wartościowe dla muzyka, że błyskawicznie pojawił się pomysł uwiecznienia nowych interpretacji na kolejnym krążku. Można powiedzieć, że Erra nie tylko sprostał temu wyzwaniu, ale przekroczył oczekiwania co pozwoliło na przygotowanie tych nagrań w - znanej już z poprzednich longplayów - ciekawej oprawie pełnego, nowego albumu.

Naklejka dołączona do limitowanej edycji podpisana przez Giancarlo Errę.



Inspiracją dla tytułu płyty była fraza z książki "The Corrections" Jonathana Franzena - i jak wspomina Giancarlo - W mojej opinii, dość dokładnie odzwierciedla ogólny nastrój tego nagrania. Co ciekawe, podobny klimat uzyskaliśmy podczas jednego z naszych pierwszych koncertów w 2005 roku, kiedy cały zespół, bez perkusji odtworzył ten sam rodzaj ambientowo-akustycznych emocji, które mieszczą się i w tym nagraniu. Więc w pewnym stopniu mój najnowszy album zamyka krąg, który rozpoczął się w 2005 roku. 


Co nowego na krążku? Ano, nic nowego, ale tylko z pozoru. Domyśleć się można, że wybrane zostały najbardziej osobiste i lubiane przez autora utwory. Patrząc na tracklistę poznajemy każdą kompozycję, sięgające od debiutanckiego Sol29 po najnowszy A Sense of Loss. Na początku wierny oryginałowi wyłącznie instrumentalny About Butterflies and Children. Bardzo dobrze zapowiada album, przenosi w opisany przez Errę specyficzny i wypracowany nastrój, uspokaja i przygotowuje na 50 minut muzyki "którą naprawdę czuję w środku, i mam nadzieję, że każdy kto tego posłucha podzieli podobne odczucia" - Giancarlo. Utwór, którego inspiracją były doświadczenia z dzieciństwa, pojawiają się wspomnienia. Następuje płynne przejście do bardzo mocnego punktu A Sense of Loss - Fading Silently. Piękna, delikatna melodia z pomrukiem gitary akustycznej i wciąż obecnymi w tle klawiszami. Giancarlo pozbył się widocznego jeszcze w oryginalnej wersji dynamizmu, który powstał przy pomocy kwartetu smyczkowego i stworzył kompozycję spokojną, ale równie głęboką wpasowując ją w spójny charakter i klimat albumu. Pojawiają się Latawce, niemal niczym nie różniący się Kites od tego nagranego na Lightdark. Ponownie Giancarlo wraca do dzieciństwa, pojawiają się wspomnienia: kwiaty, latawce, strach. Tutaj w odróżnieniu od znanej nam wersji utwór kończy coraz bardziej zacieśniająca się i przyśpieszająca fala dźwięku syntezatora, wprowadzając po raz pierwszy trochę muzycznego niepokoju, a dla fanów pewnej nowości w interpretacji utworu. Kolejna kompozycja Tender Claim przypomina w swoim wydźwięku Fading Silently - spokojny śpiew, swobodny dźwięk gitary akustycznej, i jeszcze delikatniejszy syntezator w tle. Jedyną różnicą w odbiorze jest tematyka, która przemieściła się z dziecięcych, odległych czasów do tych, bardziej wyraźnych i niedawnych. Przechodzimy przez The Misplay właściwie nie zauważając większych różnic w muzycznej treści utworu, i cały czas pozostajemy zaczarowani, oczarowani perfekcyjnym zgraniem i współbrzmieniem równorzędnych instrumentów i opanowanym głosem Giancarla.   Następuje najbardziej przełomowy punkt albumu - utwór The Broken Parts. Pojawia się tu najbardziej odbiegająca od oryginału część patrząc na całość albumu. Znaną z pierwotnej wersji rozległą, chwytająca za serce solówkę zastępuje beztroski śpiew Erry w prostej postaci "lalala", wydobywający głęboką, uczuciowa melodię, która tym bardziej zwraca uwagę im mocniej jesteśmy ukojeni przez poprzednie piosenki. Tutaj Giancarlo użył także - co ciekawe - spokojnego i stonowanego gwizdu. Za każdym razem słucham tego utworu dwukrotnie. Nie mógłbym dosłuchać całego albumu bez powtórki. Dalej dzięki dźwiękom Lightdark schodzimy powoli na ziemię. Lightdark w pełnej okazałości - taki jakiego znamy i cenimy. Do bólu melancholijny, smutny, i przez to piękny. Z rozwlekłej kompozycji nic nie zostało przez Giancarla odrzucone, słyszymy go takim jaki powstał. Na przedostatniej pozycji pojawia się drugi utwór z albumu Sol29 - Hope For the Future. Przejmujący utwór będący pewną klamrą zamykającą album, jest to ostatnia piosenka albumu zawierająca wokal. Na samym końcu pozostał instrumentalny Sol29, utwór, który wyjątkowo potrafi wprowadzić w stan błogości, bezdechu,  i nierozerwalnie kojarzący mi się z wideo prezentującym kołyszące się drzewa, leniwie padającym śniegiem, szarością za oknem i nieopisanym, wszechogarniającym spokojem. 


Trzeba przyznać, mając w świadomości fakt, że wszystkie dźwięki usłyszane podczas odsłuchania albumu tworzone są w studio na żywo przez jedną osobę, bez miksowania materiału imponuje tym bardziej. Świetne wyczucie, uzyskane z powodzeniem opisywane przez Giancarla emocje i wyjątkowy klimat był zdecydowanie warty na wyeksponowanie w postaci odrębnej płyty w dorobku artysty.  Płyta idealna na jesienno-zimowe wieczory, idealna na noc, idealna dla każdego, kto ceni w muzyce emocje, wzruszenie, i nie chce wyłącznie słuchać, ale także przeżywać. To te elementy wypełniają muzykę Giancarlo Erry i Nosound. One nadają muzyce szczerości, głębi i piękna. Warto się przy tym na chwilę zatrzymać. Zatrzymać i słuchać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz