Giancarlo Erra: "To bardzo miłe mieć stronę internetową po polsku... Polska zawsze była jednym z naszych najbardziej ulubionych krajów, z największym wsparciem publiczności... Mam nadzieję, że polscy fani tu dołączą i wniosą swój wkład.."

20.4.13

Nosound: Afterthoughts

Recenzja z portalu Sea of Tranquility

Nosound to włoski zespół prowadzony przez Giancarlo Erre - wokalistę, gitarzystę, klawiszowca; w skład którego wchodzą: Marco Berni na klawiszach i wokalu, Alessandro Luci na basie, kontrabasie, Paolo Vigliarolo na akustycznej i elektrycznej gitarze oraz dołączający do grupy na czwarty album znakomity perkusista, dawny członek Porcupine Tree - Chris Maitland. 

Jako dla fana zespołu, było wspaniale otrzymać promocyjną wersję pełnego albumu.

Oto moje refleksje na temat 'Afterthoughts'. 

19.4.13

Wherever You Are - Wideo

Opublikowane zostało pierwsze nagranie wideo promujące Afterthoughts. Klip dla Wherever You Are świeżo dodany do kanału Youtube!


1.4.13

Afterthoughts - kilka moich refleksji

Data wydania czwartego, oryginalnego i pełnego albumu studyjnego Afterthoughts przypada na dzień 6 maja. Od tego czasu zainteresowani będą mogli przekonać się jak wygląda  - a właściwie jak brzmi - ten milowy krok  w wykonaniu nowej grupy Nosound.

Należy przyznać, że obecność Chrisa Maitlanda wyraźnie pozwala odróżnić Afterthoughts od poprzedników. Zgodzę się z zapowiedziami menedżera tego przedsięwzięcia - Giancarlo, że album jest kolejnym dużym krokiem w przód, ale nie tylko za sprawą wspomnianego perkusisty. Aranżacja, wydźwięk, spójność albumu, wrażenia z odsłuchu - to wszystko jest nowe, inne, świeższe. Bardzo trudno przychodzi mi to napisać, ze względu na ogromny sentyment do wczesnych kompozycji Nosound, ale próbując pozbyć się subiektywizmu, przyznaję, że zespół prawdopodobnie wydaje swoją najlepszą płytę w dorobku. 

Całość wypełnia 9 utworów, z czego dwie kompozycje znane są już z epki At The Pier. Album otwiera pokaźny, 8-minutowy In My Fears. Spokojny, typowy dla Giancarla wokal oraz pojawiające się instrumenty smyczkowe (referen) i klawiszowe nadają mu wzniosłości. Z pewnością jest to jeden z mocniejszych fragmentów albumu. Następnie pojawia się I Miss The Ground (udostępniony do pobrania m.in. przez Kscope), w którym usłyszycie żywiołową perkusję, solówkę gitarową - czego niektórym brakowało w A Sense of Loss - oraz energiczne zakończenie. Następna część to dwie znane już piosenki Two Monkeys oraz The Anger Song. Pierwsza z nich różni się od poprzedniczki z At The Pier brakiem wiolonczeli. Drugi z tych utworów pozostał w niezmienionej formie. Po nich czas na urokliwy, naprawdę czarujący Encounter. Tutaj również smyczek i klawisze budują atmosferę od pierwszych sekund. Historia pewnego spotkania łagodnie zmusza do ciągłego powrotu na jej początek. Poruszając się dalej po Afterthoughts ukazuje się She, kolejne dzieło o wysokiej ekspresji z narastającą dynamiką oraz Wherever You Are, którego wokal zajmuje pierwszą część utworu by dalej pozostała część instrumentalna. Ósmy kawałek - Paralysed, najdłuższy na albumie, można podzielić na kilka osobnych fragmentów. Znajduje się w nim rozbudowane solo gitarowe, którego fragment został przedstawiony w zwiastunie Afterthoughts, znajdzie się także pewien włoski akcent, oraz dość nietypowe, woklane zakończenie. Całą płytę zamyka tytułowy Afterthoughts. Utwór różniący się od pozostałych, pozbawiony wszelkich użytych wcześniej ozdobników, skormny i delikatny pełniący pewnego rodzaju funkcję outro.

Nietrudno jest podsumować najnowszą płytę Nosound. Album jako całość jest spójnym muzycznie zbiorem refleksji. Utwory trwale bazują na dźwiękach klawiszowych i korzystają z czarujących dźwięków wiolonczeli co z pewnością całości dodaje uroku i pożądanej atmosfery. Każdy z instrumentów muzycznych postawiony jest na równi, jakby w wyważonych, rozsądnych dawkach. Niemniej wciąż słuchać korzenie Nosound, które nie dają zapomnieć, że zespół gra także muzykę post-rockową, która momentami pokazuje tutaj swój groźny pazur. Widoczny jest brak dominującego pod względem długości trwania utworu, który zazwyczaj w wykonaniu Nosound otrzymywał sporą dawkę fragmentów instrumentalnych jak Winter Will Come czy From Silence to Noise. Porównując dalej do wcześniejszych nagrań nie znajdziemy również dłuższych fragmentów ambientowych, co było dość typowe dla zespołu. Nie umniejsza to w żaden sposób wielkości Afterthoughts, który oferuje kilka poruszających refleksji oprawionych misterną muzyką, obok której nie da się przejść obojętnie... i bez powrotu.