Giancarlo Erra: "To bardzo miłe mieć stronę internetową po polsku... Polska zawsze była jednym z naszych najbardziej ulubionych krajów, z największym wsparciem publiczności... Mam nadzieję, że polscy fani tu dołączą i wniosą swój wkład.."

20.4.13

Nosound: Afterthoughts

Recenzja z portalu Sea of Tranquility

Nosound to włoski zespół prowadzony przez Giancarlo Erre - wokalistę, gitarzystę, klawiszowca; w skład którego wchodzą: Marco Berni na klawiszach i wokalu, Alessandro Luci na basie, kontrabasie, Paolo Vigliarolo na akustycznej i elektrycznej gitarze oraz dołączający do grupy na czwarty album znakomity perkusista, dawny członek Porcupine Tree - Chris Maitland. 

Jako dla fana zespołu, było wspaniale otrzymać promocyjną wersję pełnego albumu.

Oto moje refleksje na temat 'Afterthoughts'. 





'In My Fears' - otwiera gitarą elektryczną znaną z niejednego albumu Nosound. Jednak tym razem to brzmi jak coś bardzo odległego… zbliżającego się wyłaniając z mgły, jak łódź na spokojnym oceanie czy ktoś chodzący po plaży, powoli ukazujący się oczom. Piszczący efekt gitary/klawiszy, który wiruje wokół gitary prowadzacej tylko dodaje łagodnego powiewu tajemnicy. Pierwszy wokal Giancarla wprowadza w sferę przytomności umysłu: "Wciąż czuję blask porannego światła", "Żałuję, że nie mogłem zostać", "Dni są takie jasne". Doskonałe. Łagodne i zawiłe pianino otoczone jest falami gitary i basu z perksują, która wzbiera niczym grzbiety fal.

'I Miss the Ground' rozpoczyna się głębszym tonem, echem gitary elektrycznej, w ten znany sposób, którym Giancarlo buduje tajemniczy nastój. Następnie "Zacząłem wszystko od nowa". No tak, brzmienie zespołu uległo zmianie. Są tu znane już fale uczuć, które następują z gitarą i klawiszami, jednak tym razem bardziej bezpośrednio i jakby z większą siłą. Spiew Erry jest wyraźniejszy niż w poprzednich nagraniach. Podejście Maitlanda jest także inne. Jego uderzenia i trzaski migotają bardziej błyskotliwie niż kiedykolwiek.

'Two Monkeys' - otwierają ją piękne, będące znakiem firmowym dźwięki pianina, otoczone łagodnym basem i wzrastającymi dźwiękami gitary, dryfującymi gdzieś w dal. Wokal Erry wyłania emocjonalną i głęboką opowieść o dwóch małpach. "Kiedy byłem młody, wierzyłem, że były tutaj dwie małpy". "Mieszkające na drzewach między moim domem a morzem". "Ktoś mi raz powiedział, że był ich dom". "Ale życie miały smutne, bo były same." Pianino, klawisze sa pełne emocji. Tekst i śpiew jest... jak zawsze, pełen głębokich uczuć. I jeszcze mocniej brzmiąca wersją niż na EPce.

'The Anger Song' zaczyna się ciekawymi i wyjątkowymi dźwiękami gitary. Potem wkracza Maitland, by zaznaczyć swoje dźwięki perkusji podczas gdy klawisze i gitara faluje tajemniczo. Ten utwór ma jeszcze bardziej obejmujące dźwięki niczym fale oceanu i emocji, które zawsze były znakiem firmowym zespołu. Przywołuje mi to "About Butterflies and Children", tylko to jest druga strona szczęścia i błogości. Jeśli to jest gniew, to jest to spokojny gniew, zanim Maitland rąbnie głośniej niczym ciężej trzaskające fale dźwięku. Dźwięki gitary i klawiszy wznoszą się i opadają jak fale, a Maitland spienia je błyskotliwie.

'Encounter' rozpoczyna się wędrującym pianinem oraz dryfującymi akordami gitary zmieszane z łagodnym pukaniem w bębny. Wchodzi wokal Giancarla "Czekałem na ciebie dziś na lotnisku, by usłyszeć co miałaś do powiedzenia". Smutna wiolonczela towarzysząc mu wydobywała pełną gamę emocji wypełniając przestrzeń. Otaczające klawisza dodają tajemniczości temu spotkaniu. 

'She' jest pełny znakomitego pianina i lekkiej perkusji na starcie. Znakomity zgrzyt gitary elektrycznej wraz z perkusją Maitlanda oraz klawiszami żarzą się do białości. Wokal Erry przynosi emocje poruszając temat tej historii. 

'Wherever You Are' pełny spokojnych uczuć i wspaniałej akustycznej gitary. Spokojna wiolonczela połączona z symfonicznymi klawiszami zapewniają bogaty kontrast do tego co można było usłyszać wcześniej. Perkusja Maitlanda podnosi tempo i dając upust lśniącym, solidnym dźwiękom.

'Paralyzed' zaczyna się od bardziej łagodnego pianina i spokojnej gitary elektrycznej. Gitara później idzie pełną parą by wbic się w niebo i opaść talerzami perkusyjnymi w pełnym blasku. Praca gitary w tym utworze jest jedną z najlepszych na tym albumie.

'Afterthought' jest pełny jednego z najlepszych dźwięków pianina na tym albumie. Zaczyna się niczym wschód słońca lekkim pianinem pełznącym prosto do twoich uszu. Wokale Erry znajdują się na ich szczycie, a bas, klawisze, perkusja starały sie temu przybliżyć.

To jest marzycielski, surfujący na fali album pełen emocjonalnego podłoża. Przyłączenie sie Maitlanda do zespołu daje mu wyższy poziom i bardziej żywiołową perkusję. Przejrzystość, która pada na doskonałą mieszankę tego albumu zwraca jego kompas w nowym kierunku. Fale gitary, klawiszy napełniaja przestrzeń a wokal Erry jest wyraźniejszy i bardziej emocjonalny niż na poprzednich albumach. Jak zawsze, ten zespół przedstawia doskonały profesionalizm. Bez obaw o album. To kolejne wybitne wykonanie. Nie przegapcie najnowszego rozdziału tej historii.  

Autor: Mark Johnson

Pozostałe relacje w dziale RECENZJE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz