Giancarlo Erra: "To bardzo miłe mieć stronę internetową po polsku... Polska zawsze była jednym z naszych najbardziej ulubionych krajów, z największym wsparciem publiczności... Mam nadzieję, że polscy fani tu dołączą i wniosą swój wkład.."

30.5.13

Nowy wywiad z Giancarlo / Chain D.L.K.

Nowy, interesujący wywiad z Giancarlo autorstwa Vito Cammarretty dla internetowego magazynu muzycznego Chain D.L.K.

V.C.: Cześć Giancarlo, jak leci?

G.E.: Cześć Vito, dzięki, bardzo dobrze. Dość pracowity i szalony okres w związku z promocją nowego albumu, ale to najbardziej ekscytujący moment, przedsprzedaż rusza na dniach, więc w pewnym sensie zaczynamy cieszyć się rezultatem ciężkiej pracy z ostatnich dwóch lat. 


V.C.: Śledziłem rozwój Twojego zespołu od czasu pierwszego, zdumiewającego wydania w Kscope, więc tak naprawdę nie potrzebuję wprowadzenia. Czy mógłbyś jednak przedstawić swój projekt czytelnikom?

G.E.: Nosound rozpoczął sie jako mój osobisty, jednoosobowy projekt w 2002 roku, kiedy wydana została EPka oraz nasz pierwszy, oficjalny, pełny album (Sol29) w 2005 roku. Będąc zarazem producentem i wydawcą wymaga to ogromnej ilości czasu i pracy/pieniędzy jednak w końcu przyjęcie krytyki i publiczności było całkiem dobre i pojawiliśmy się jako zespół na nasz drugi album Lightdark. To było pierwsze wydane własnymi siłami nagranie i po udanej kampanii przedsprzedażowej (i kilku tysiącach kopii rozesłanych po świecie) związaliśmy się z Kscope i wydalismy Lightdark ponownie w dwupłytowym digibooku, który do dziś jest sprzedawany. Od tego czasu opublikowaliśmy kolejny album studyjny A Sense of Loss, album z reinterpretacjami The Northern Religion of Things, wznowiliśmy nasz debiutancki album Sol29, w ubiegłym roku wydalismy EPkę At The Pier, a teraz amierzamy wydać naszą nowa studyjną pracę o nazwie Afterthoughts.

V.C.: A co powiesz o swojej przeszości, przed Nosound?

G.E.: Zawsze kochałem muzykę, zawsze próbowałem grania muzyki, odkąd byłem dzieckiem, początkowo na keyboardzie, który były zbyt wysoki dla mnie, potem na mojej pierwszej gitarze. Zawsze pracowałem nad moimi własnymi rzeczami częściej niż grałem muzykę innych... od odtwarzacza kaset (grający i nagrywający gitarę przez wejście AUX!) do pierwszej Amigi, PC, Maca. Prywatnie wydałem kilka demówek przed Nosound, ale one były bardziej kolekcją niedokończonych utworów. W pewnym momencie zdałem sobię sprawę, że materiał nabiera spójności, tożsamości i wtedy to zacząłem z pomysłem nadania temu nazwy.

V.C.: Byłeś (a może ciągle jesteś) "prezydentem" włoskiego fanklubu Porcupine Tree. Potwierdziłbyś, że zespół Wilsona miał wpływ na muzykę Nosound?

G.E.: Nie jestem pewny czy byłem prezydentem czegokolwiek... :D Wiem tylko, że naprawdę uwielbiałem wczesny materiał PT i pomagałem Stevenowi i zespołowi kiedy jeszcze nie byli znani. W Rzymie była spora liczba ludzi wynajdujących ich muzykę i to był prawdopodobnie pierwszy wówczas "fan club" PT (późne lata 90). Uważam, że wczesny materiał PT był pod mocnym wpływem Pink Floyd, zwykłem nazywać PT ewoluowanym Pink Floydem, a muzyka Pink Floyd była dla mnie jednym z najważniejszych wpływów i jest jednym z najlepszych zespołów w histori muzyki. Moim zdaniem, na pewno podzielamy kilka elementów z wczesną muzyką PT i to miało także dobry wpływ. Ale Nosound zawsze miał dominujący post-rockowy element podczas gdy PT posiada wpływy metalu, więc myślę , że ewoluowaliśmy w innnych kierunkach.

V.C.: Jedną z cech twojej muzyki są intymne teksty. Jakie jest ich główne źródło inspiracji?

G.E.: To po prostu moje życie, wszystkie teksty na każdym albumie są zawsze wynikiem moich własnych, bezpośrednich doświadczeń życiowych, uczuć, przemyśleń. Nie mógłbym napisać o kimś lub jako ktoś inny ponieważ uważam, że mogę być w 100% szczery i prawdziwy pisząc o własnych sprawach i nie mogę zaakceptować żadnych kompromisów w muzyce. Oczywiście jest możliwe napisanie pięknych piosenek o wymyślonej tematyce lub o czyiś uczuciach, ale Nosound jest w 100% szczerym i bezpośrednim wyrazem moich uczuć, życia i wewnętrznego świata: w tekstach, w opakowaniu, w muzyce. I chcę w dalszym ciągu tworzyć w taki sposób, utrzymywać to, nazwijmy to czystością.

V.C.: Czy pamiętasz pierwszą reakcję zarządu Kscope po odsłuchaniu Twojej muzyki?

G.E.: Nie było mnie tam kiedy słuchali mojej muzyki pierwszy raz. Z Kscope to nie działa tak, że idziesz tam lub wysyłasz im coś i już. Oni byli w kontakcie z naszym mangerem i ludźmi, z którymi współpracowałem, jak pamiętam było tak jak przeczuwałem... po latach cieżkiej pracy, pozostawiając wszystko inne, włączając w to rodzinę i przyjaciół, czułem, że to nad czym pracowałem w końcu nadeszło, nowy początek rzeczywiście się ukazał. Od tego czasu praca nigdy się nie zatrzymała jednak będąc w stanie pracować jako muzyk grający swoją własna muzykę jest przywilejem, który procentuje z czasem i zawsze muszę być gotowy za to płacić.

V.C.: Z ciekawości... wyobrażam sobie, że spotkałeś Wilsona parę razy... o czym wtedy rozmawiasz?

G.E.: On jest bardzo zajęty i nie mieszkamy w tym samym mieście, więc spotykamy sie głównie na koncertach z artystami związanymi z Kscope albo przy jego projektach. W krótkim czasie, który mieliśmy, rozmawialiśmy po prostu o swoich projektach. Z pewnością był dobrym mentorem kiedy wydałem Sol29, zachęcił mnie bym nie przestawał i coraz bardziej skupiał się na mojej idei, na tym co chciałem osiągnąć a dopiero potem dobierać innych ludzi... to była naprawdę doskonała wskazówka!

V.C.: W końcu twój nowy album jest gotowy! Czy są jakieś aspekty, które bardziej cię zaszczycają niż na poprzednich wydaniach...

G.E.: Myślę, że nowy album jest bardziej dojrzałą pracą, jest bardziej skoncentrowany na brzmieniu i tekstach. Sposób, w jaki myślę o tym teraz to, że cała praca nad muzyką była dla mnie bardziej naturalna, wiedziałem co zamierzam uzyskać, miałem w głowie to, jak miał wyglądać koniec pracy, ale nie zawsze było łatwo mając do czynienia z tyloma różnicami, a w całym procesie mieliśmy kalwiszowca i perkusistę, którzy proponowali swoje własne artystyczne możliwości. Dlatego w sumie czasami było dość ciężko, jednak w tym samym czasie byłem bardzo ufny i pozwoliłem by muzyka mówiła sama za siebie. Podobnie z produkcją, miałem dużo mniejsza obsesję nad doskonałością przy czym oczywiście byłem bardziej skupiony na wrażliwości oraz brzmieniu. Temu wszystkiemu bardzo pomógł entuzjazm zespołu, który był w stanie ponownie wejśc do mojego świata i dostarczyć coś nowego, co świetnie do niego pasuje.

V.C.: Czy można powiedzieć, że rudowłosa modelka jest głównym bohaterem albumu... jaka jest jej prawdziwa lub wymyślona opowieść?

G.E.: Ona prawdopodobnie w pewien sposób... przede wszystkim ona jest przedstawicielką prawdziwej postaci, o której wspominam w albumie. Zdjęcie zrobiłem w Rymie i zawsze miałem je w pamięci ponieważ perfekcyjnie wyraża ten "zamyślony" nastrój muzyki Nosound. Kiedy album wyszedł i ukazał się jako refleksje, natychmiast wiedziałem, że to będzie jego okładka, ono jest świetnie dopasowane bo wynika z tych samych uczuć, jedne są w muzyce, drugie na fotografii.

V.C.: Powracającym elementem twoich tekstów jest morze, co brzmi jakby silnik wielu porywów duszy, jak to jest?

G.E.: Urodziłem się w Rzymie i kiedy byłem dzieckiem spędziłem kilka miesięcy z moimi dziadkami w domu nad morzem. Z jakiegoś powodu to miejsce zostało dla mnie magiczne, wracałem tam wiele razy jako nastolatek i będąc dorosłym, za każdym razem kiedy byłem szczęśliwy lub czułem się beznadziejnie, mam mnóstwo wspomnień powiązanych z tym miejscem, tych najbardziej szczęśliwych i tych najbardziej bolesnych momentów w moim życiu. Teraz niestety dom jest sprzedany, ale wracam tam kiedy tylko mogę i wspominam to co mogę sobie przypomnieć, to zawsze są bardzo silne uczucia...

V.C.: Innym powtarzającym sie elemntem jest rozłąka... jest ukryty adresat w twoich tekstach?

G.E.: Tak, zawsze wspominam o rozłące, ponieważ przygnębienie i poczucie braku z przeszłości jest stałym elementem mojego życia. Przez większość czasu jestem szczęśliwą i pozytywna osobą, to wtedy chce mi się żyć, wychodzę na spacer, przebywam z ludźmi, ale kiedy uczucia są po tej drugiej, czarnej stronie muzyka jest jedyną znaną mi drogą, która uwolni ze mnie te uczucia, przyjmie je do siebie i przemieni je w coś pięknego... to siła muzyki: zabiera smutek i melancholię i tworzy z tego coś pięknego.

V.C.: Co powiesz o wideo do Wherever You Are?

G.E.: Jestem szczególnie przywiązany do tego utworu i tekstu z kilku powodów. Przede wszystkim to jest bardziej złożona i znacząca opowieść (jak Two Monkeys) i także zawiera to co może być najbardziej budujące oraz najbardziej pozytywny tekst z wszystkich albumów Nosound. Nawet jeśli koniec Wherever You Are stwarza co do tego wątpliwości... Wideo podąża za tymi dwoma elementami bardzo dobrze, będąc częścią wspomnień i częścią opowieści podążając z muzyka i treścią. Tworzenie tego wideo zrobiło mi dużą radosć, nawet jeśli była to długa praca próbując dobrze połączyć te wspomnienia z bardziej scenariuszową opowieścią.

V.C.: Będą jakieś następne wideoklipy z Afterthoughs?

G.E.: Nie ma planów na ten moment, ciągle przygotowujemy materiał promocyjny, jednak wciąż nie ma sprecyzowanych zatwierdzonych planów.

V.C.: Przewidujesz nadchodzącą trasę lub koncerty?

G.E.: W tym momencie gra na żywo nie jest taka prosta, chyba, że potrafisz sprowadzić setki ludzi każdej nocy, nawet dużo większe zespoły od nas mają poważne problemy finansowe. Planujemy ewentualną mini trasę koncertową promującą nasz album i niebawem będziemy mieli potwierdzenie kilku pojedynczych koncertów... jak tylko będziemy mieć coś potwierdzone, umieścimy to na naszych stronach internetowych.

V.C.: Kim jest "Ona", o której śpiewasz w piosence o tym samym tytule?

G.E.: Nie lubię mówic o szczegółach lub odnosić się do prawdziwego życia w moich tekstach, mam nadzieję, że każdy może wyobraźić sobie szczegóły i przypasować w mój tekst swoje własne historie i uczucia. Na She są dwie postacie i historie. Cała piosenka jest mieszanką przeszłości z teraźniejszością, aż do końca "you become her and she becomes you". To jest ponownie nieuniknione połączenie między przeszłością i teraźniejszością, którą zawsze musimy przyznać i żyć w jakimś momencie.

V.C.: I kto jest w Encounter w rzeczywistości?

G.E.: Wszystkie utwory są powiązane przez teksty i tematy, w kolejności w jakiej zostały przedstawione, więc w ten sposób Encounter jest tym co wydarzyło się przed She. Jak wspomniałem nie lubię mówić o detalach tekstów jako, że są bardzo osobiste, ale myślę, że jeśli przeczytasz je jeden po drugim to połączenie będzie oczywiste. Będę zadowolony jeśli - co się już stało z naszymi poprzednimi albumami - ludzie będą w stanie w tym samym czasie czuć to o czym napisałem i uczynić te uczucia ich własnymi nawiązującymi do ich własnego zycia.

V.C.: Były jakieś dziwne przypadki występujące podczas nagrywania albumu? Jak tam twoi współpracownicy?

G.E.: Nie pamiętam żadnych dziwnych rzeczy, ale oczywiście kilka pozytywnych i podnoszących na duchu momentów. Wkład całego zespołu był zdecydowanie kluczowy dla tego albumu. Mam na myśli nie tylko granie i nagrywanie, ale przede wszystkim wsparcie, chęć wejścia do mojego świata i wydobycie najlepszego, w najlepszy możliwy sposób, bardzo bezinteresowny, który musze przyznać zawszę znajdowałem we wszystkich ludziach, którzy grali ze mną w Nosound. Świeżość, większa dojrzałość i bardziej skoncentrowany charakter tego albumu jest właśnie dzięki ich pomocy i wsparciu. Czułem, że każdy szedł w tym samym kierunku ze zdecydowanym entuzjazmem... i to uczyniło Afterthoughts możliwym, bardziej niż cokolwiek innego.

V.C.: Jesteś także pasjonatem fotografii, prawda? Nosound dotyka serc słuchaczy muzyką, tekstami oraz obrazami... uważasz, że wizualne aspekty są jakoś istotnym lub nieuniknionym elementem, czy nie?

G.E.: Masz rację, wizualna strona Nosound zawsze była ważna jak muzyka. Kiedy myślę o muzyce zawsze mam jej wizualny odpowiednik w moich myślach, to samo dzieje się kiedy idę gdzieś z moim apartem, kamerą, iPhonem lub kiedy po prostu obserwuję świat wokół mnie... Zawsze mam ścieżkę dźwiękową w głowie, są dla mnie jedną rzeczą. Opakowanie dla Nosound, to nie jest opakowanie, to część muzyki, jestem bardzo zadowolony z Kscope ponieważ oni podzielają te uczucia i są zawsze bardziej niż zadowoleni przy inwestowaniu w poważne, wysokiej jakości, bezkompromisowe opakowania. Nie potrafię zrozumieć kiedy są wspaniałe albumy i maja straszne okładki czy grafiki, a to, uważam, zdarza się dość często! Dla mnie to nie do pomyślenia pozwolić komuś zrobić okładkę dla muzyki Nosound, projekt graficzny czy obrazy. Muzyka jest głęboko osobista więc jestem jedynym, który wie o co w nim chodzi, i nawet wybierając pomiędzy obrazkami zrobionymi przez kogoś innego czułbym sie nienaturalnie, nieczysto, nie w taki sposób interpretuję sztukę i muzykę Nosound. Z tego samego powodu robię wszystkie nagrania wideo i właściwie wszystko... to wymaga wielkiej pracy by zrobić wszystkie te rzeczy, ale to właśnie czyni album, okładkę, czy wideo Nosound bezbłędnymi.

V.C.: Jaki jest najgorszy komplement i najlepsza dezaprobata, które otrzymałeś dla swojej muzyki?

G.E.: Dobre! :D Myślę, że najgorszym komplementem jest łączenie za każdym razem naszej muzyki z "neo progiem" albo "symfonicznym prog rockiem"... dwa rodzaje muzyki, za którymi zazwyczaj nie przepadam! Najlepszą dezaprobatą jest kiedy mówią o muzyce, że jest spójna, z powolnym tempem, nie oferuje ostrości czy mocniejszych partii... to naprawdę jest najlepszym komplementem. To jest dokładnie rodzaj albumu, który zawsze chciałem i lubiłem jako słuchacz i za każdym razem jestem szczęśliwy wiedząc, że to jest to, co naturalnie robię dla Nosound. Czasami jestem pytany czy myślałem kiedykolwiek o napisaniu piosenki, w której będzie więcej tego albo więcej tamtego, i bardzo ciężko wytłumaczyć ludziom, że jeśli kiedykolwiek napiszę piosenkę myśląc o zrobieniu więcej "tego", albo więcej "tamtego" tak naprawdę to nie będzie piosenka Nosound, ponieważ zostawiam takie myślenie dla innych a ja próbuję utrzymywać inspirację wolną i daleką od ewentualnego planowania czy rozumowania.

V.C.: Czym jest cisza, w twoich własnych słowach?

G.E.: Cisza jest dla mnie bardzo istotna i oznacza kilka rzeczy. Oznacza przerwę dla mocniejszego podkreślenia tego co było wcześniej i co będzie później, ale także jest momentem zbierania i uporządkowania myśli i wrażeń przed ich zaakceptowaniem lub ich porzuceniem. Prawdopodobnie najważniejszą rzeczą dla mnie w ciszy jest to, że jest to chwila dla mnie, samotnego lub w środku tłumu. To to czego szukam by znaleźć siebie na nowo.

V.C.: Ze względu na wyżej wymieniny liryzm twoich piosenek, powiedz, jaki był twój pierwszy emocjonalny kontakt z poezją czy pisaniem utworów?

G.E.: Szczerze mówiąc nie pamiętam. Jestem bardzo przypadkowym czytelnikim poezji, ale na pewno byłem pod silnym wpływem literatury starożytnej i klasycznej z moich studiów. Jeśli chodzi o teksty utwórów to prawdopodobnie Pink Floyd gdzie po raz pierwszy byłem tym naprawdę zainteresowany, do dzisiaj wspominam piosenki jak High Hopes dla przykładu, to świetny utwór (pod względem treści i muzyki)... z pewnością najlepszy i doskonały Good Bye muzycznego giganta Pink Floyd. Przez lata odkryłem niezliczone ilości liryków i zespoły, od Davida Sylviana po kilku piosenkarzy kompozytorów... Na pewno nigdy nie lubiłem tesktów fantasy/space/prog rocka, przywiązany jestem do tych bardziej osobistych i prawdziwych.

V.C.: Dziękuję za odpowiedzi... coś chciałbys dodać zanim wciszniesz przycisk "wyślij"?

G.E.: Chciałbym podziękować za interesujące pytania oraz przypomnieć kto jest w Nosound poza mną: Paolo Vigliarolo (gitara), Alessandro Luci (bas), marco Berni (klawisze), Giulio Caneponi (perkusja), Marianne De Chastelaine (wiolonczela), oraz w Afterthoughts oraz EPce At The Pier - oczywiście Chris Maitland na perkusji!


Oryginalne źródło wywiadu: www.chaindlk.com/interviews/nosound/
Autor: Vito Camarretta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz